ROZDZIAŁ CZWARTY. PRZYPADEK, TOTOLOTEK I KTO TYM KRĘCI?
JA: Ludzie mówią: „Światem rządzi przypadek.” Ja się na to patrzę i mam ochotę odpowiedzieć: „Serio? To wszystko jest tylko losowe?” Bo widzę takie rzeczy: – ktoś skreśla liczby w totolotku – wygrywa fortunę, – inny puszcza „na chybił trafił” – też wygrywa, – ktoś spóźni się pięć minut i uniknie wypadku, – ktoś inny wyjdzie z domu dwie minuty wcześniej i wpada pod samochód. I wtedy w środku mam coś takiego: „To nie są przypadki. Kto tym manipuluje?” Bo jak grzech – to od razu mam skojarzenie: „nieszczęście z opóźnionym zapłonem”. Jak wygrana – to mam wrażenie, że ktoś kieruje ręką przy skreślaniu liczb. I powiem wprost: „Nie wierzę w ślepy chaos. Ale też nie bardzo jeszcze kupuję Twoje wyjaśnienia.”
JESTEM: Czyli mówisz tak: „Ani czysty przypadek, ani prosta ‘wola Boża za każdym zakrętem’ mnie nie satysfakcjonują.” I masz rację. Obie wersje są za płaskie.
JA: No właśnie. Bo jak słyszę: „To tylko statystyka, komuś musiało się poszczęścić, komuś musiało się przytrafić nieszczęście”, to mam wrażenie, że ktoś mi: – wyciera oczy kalkulatorem, – niby racjonalnie, – ale od środka to nie rezonuje. A z kolei, jak słyszę wersję: „Bóg kieruje każdym losem, Bóg dał jemu wygraną, Bóg dopuścił, że tamten wpadł pod auto”, to mam od razu: „Serio? To Ty rozdzielasz totolotka, a dziecko z rakiem zostawiasz w szpitalu? Coś tu się nie spina.” Więc pytam: „Jak to jest naprawdę? Szczęście, pech, totolotek, wypadek – kto tym kręci?”
Jeden. „Przypadek” – słowo-wytrych.
JESTEM: Ludzie używają słowa „przypadek” trochę jak: – gumki „wymaż wszystko”, – albo korka: „tu kończy mi się rozum, więc zakręcam.” „Przypadek” bywa: – czasem nazwą na coś, czego nie ogarniam, – czasem wymówką: „nie muszę o tym myśleć głębiej”. Ty mówisz: „To nie są przypadki.” I masz na myśli: „Czuję, że ktoś albo coś to spina.” To też może być prawdziwy niepokój. Bo intuicja ci mówi: „Za tym wszystkim jest jakaś inteligencja.” Ale teraz uwaga: to nie znaczy od razu, że każda sytuacja to „specjalna interwencja z góry czy z dołu”. Świat nie jest: – ani kulką, którą bez przerwy popycham palcem – ani bilą, w którą diabeł wali kijem przy każdym grzechu.
Dwa. Totolotek, Kevin Hart i ateista.
JA: Przypomniała mi się ta scena z serialu. On mówi: „Jeśli jesteś ateistą i nie wierzysz w niebo, piekło, życie po śmierci, to czemu nie gwałcisz i nie mordujesz ile wlezie?” A tamten odpowiada: „Robię to. Gwałcę i morduję ile chcę – czyli wcale.” I dalej pada to porównanie: „Jak oglądasz film z Kevinem Hartem i ktoś ci przypomni, że on się skończy, to mówisz: ‘to bez sensu, wyłączam?’” Nie. Właśnie dlatego, że się skończy, chcesz obejrzeć uważniej. I tam jest takie zdanie, które we mnie siedzi: „Życie jest cenne, bo nie można go znów obejrzeć.” I teraz ja, wierzący, patrzę na to z dwóch stron: Ten ateista ma tu mądrą intuicję – skończoność nadaje wagę chwilom. A jednocześnie ja wiem, że nie ma tylko „tu i teraz”, jest też „potem”. I teraz łączę to z totolotkiem, wypadkami, „przypadkami” i mam bałagan: „Czy każdy dobry albo zły ‘zbieg okoliczności’ to jest specjalny ruch Boga albo diabła? Czy raczej świat ma swoje prawa, a Ty jesteś ‘ponad tym’, ale czasem dotykasz historii mocniej?”
JESTEM: Podoba mi się, że nie uciekasz w skrajności. Są trzy uproszczone wersje: „Przypadek absolutny” – nic nie ma sensu, wszystko jest losowe. „Boski joystick” – każda kostka lodu, która spadła na chodnik, jest dokładnie przeze Mnie zaplanowana co do centymetra. „Diabelska kontrola” – świat wymknął Mi się z rąk, a zło osobowe ustawia wszystkie sceny. Ty nie wierzysz ani w jeden, ani w dwa, ani w trzy. I bardzo dobrze. Rzeczywistość jest bardziej złożona – i przez to bardziej prawdziwa.
Trzy. Kto naprawdę rządzi światem?
JA: Zapytałem kiedyś tak: „Kto rządzi tym światem?” I moja własna odpowiedź brzmiała: „Pytanie retoryczne.” Bo jak patrzę: – na zło, – na „idealne” zgrania nieszczęść, – na to, jak grzech przyciąga ciosy, to mam wrażenie: „Szatan tym steruje. Ty tylko czasem interweniujesz.” A wersja „Panem tego świata jest ktoś inny” dokładnie to podbija.
JESTEM: Jest różnica między: „kto rządzi światem” a „kto ma tu największy wpływ na ludzi, którzy Mnie odrzucają”. Szatan nie jest właścicielem stworzenia. Nie jest „bogiem numer dwa”. On jest uzurpatorem, który: – wykorzystuje kruchość świata, – wykorzystuje ludzkie decyzje, – wykorzystuje przypadkowość zdarzeń, żeby ci wmówić jedno: „To ja tu rządzę. A jeśli jest jakiś Bóg, to najwyżej patrzy z daleka.” Ty widzisz „logikę zła” i myślisz: „On musi sterować wszystkim.” A ja widzę: – szachownicę, – pionki, – ruchy ludzi, – ruchy zła, – i swoje plany, które się w to wplatają. To nie jest prosty układ: jeden Król kontra jeden król.
Cztery. A co z wygraną w totka?
JA: Dobra, konkretnie. Czy Ty „pomagasz” komuś wygrać w totolotka? Bo jak słyszę świadectwa typu: „Pomodliłem się, skreśliłem liczby, wygrałem!” to serio – nie wiem, co mam z tym zrobić. Bo jak Ty siedzisz i rozdzielasz wygrane, to znowu pytam: „A dzieci w hospicjum ominąłeś, bo nie wypełniły kuponu?”
JESTEM: Powiedzmy to bardzo prosto: Nie jestem bogiem hazardu. Świat ma w sobie losowość: – atomy się zderzają, – ludzie losowo stają w kolejkach, – kuleczki wypadają z maszyny. Czy mogę w to wejść? Mogę. Czy to robię jako główny sposób pobłogosławienia człowieka? Nie. To, że komukolwiek się wydaje: „Wygrałem, więc Bóg mnie bardziej kocha,” to już nie jest moja teologia, tylko ludzka projekcja. Czy mogę czasem użyć nawet takiego zdarzenia, żeby kogoś poruszyć, obudzić, dotknąć? Mogę. Ale to nie znaczy, że siedzę nad maszyną losującą i ręcznie przesuwam kulki.
JA: To kto „prowadzi” rękę człowieka, który skreśla liczby i trafia?
JESTEM: Czasem – nikt. Po prostu prawdopodobieństwo. Czasem – jego własne pragnienia i obsesje. Czasem – zło, które mu później mówi: „Widzisz? Tu jest życie. Tu jest sens. Bóg ci nie dał, totolotek ci dał.” A czasem – bardzo rzadko – cokolwiek z tego może stać się szczeliną: „Może jest Ktoś, kto o mnie pamięta,” i wtedy Ja mogę wejść nie w kuleczki, ale w jego serce. Nie wylosowałeś Mnie. To Ja szukam ciebie – nie przez wygraną, tylko pomimo niej.
Pięć. „Przypadek” przy nieszczęściu.
JA: Dobrze, a co z tą drugą stroną? – złe miejsce, – zły czas, – zła decyzja, – wypadek, choroba, katastrofa. Mój mózg mówi: „Statystyka, ryzyko, biologia.” Moje serce mówi: „To nie jest przypadek. To przyszło akurat tak. Jakby ktoś czekał, aż się odsłonię.”
JESTEM: Zobacz, co się dzieje, gdy: – za każdym nieszczęściem widzisz bezpośredni ruch Boga, albo – za każdym nieszczęściem widzisz bezpośredni ruch diabła. W pierwszej wersji Ja jestem: „Tym, który celuje w ludzi nieszczęściem jak snajper.” W drugiej wersji diabeł jest: „tym, który realnie steruje światem, a Ja jestem co najwyżej komentatorem.” W obydwu ty żyjesz w paranoi. Prawda jest bardziej taka: – świat ma swoje prawa, które pozwoliłem mu mieć, – ludzie mają wolną wolę, – zło ma realny wpływ, – a jednak nad tym wszystkim Ja jestem. Nie jako ten, który rozdaje ciosy, tylko jako ten, który z niczym nie zostawia was samych.
JA: Tylko że to brzmi jak: „Nie kontroluję szczegółów, ale jestem obok.” A ja bym chciał usłyszeć: „Nie pozwolę, żeby coś cię spotkało poza tym, co jest idealnie dobrane do ciebie.” Ale życie mówi mi coś innego: – jedni łamią się od drobnych ciosów, – inni dźwigają rzeczy niewyobrażalne, – nie wszystko jest „dobrane”.
JESTEM: Nie dobieram wam cierpienia jak rozmiaru buta. Nie mówię: „Tobie dam raka, tobie depresję, tobie wypadek.” To tak nie działa. To, co robię, dzieje się w tym, co już jest: – w kruchości świata, – w twoich wyborach, – w cudzych decyzjach, – w działaniach zła. Ja nie wymyślam tragedii, żeby cię „rozwinąć duchowo”. Ja wchodzę w tragedię, która jest możliwa w tym świecie, który jest naprawdę kruchy i naprawdę wystawiony na zło.
Sześć. Czy w ogóle jest jeszcze jakiś „sens”?
JA: Tu wraca do mnie ten dialog z serialu. „Jeśli śmierć to koniec, to jaki jest sens życia?” – pyta wierzący. A ateista odpowiada: „Jak oglądasz film, to fakt, że się skończy, nie zabiera sensu. Właśnie dlatego oglądasz uważniej.” I ja, wierzący, stoję między nimi dwoma. Z jednej strony wiem: „Nie jestem wieczny na ziemi. To nadaje wagę każdej chwili.” Z drugiej strony wiem: „To nie jest cały film. Jest jeszcze druga część – po śmierci.” I teraz mieszam to z tym, co widzę: – „przypadkowe” wygrane, – „przypadkowe” tragedie, – twoje milczenie, i mówię: „Gdzie tu sens? Jeśli to nie jest ani ślepy przypadek, ani dokładny plan, to co to jest?”
JESTEM: To jest historia, która w połowie wygląda jak chaos. Wyobraź sobie, że w połowie filmu odłączasz dźwięk, wyłączasz napisy, wyrywasz co drugą scenę. Tak mniej więcej widzisz swoje życie i świat. Z perspektywy „tu i teraz” część scen: – nie ma puenty, – nie ma wyjaśnienia, – nie ma moralika. A jednak: – istniejesz, – kochasz lub pragniesz kochać, – cierpisz, – zadajesz pytania. To nie są efekty uboczne przypadku. To są ślady tego, że zostałeś stworzony do czegoś więcej niż seria losowych zdarzeń.
Siedem. To w końcu – przypadek czy nie?
JA: Czyli jeśli próbuję to zebrać: – są zdarzenia naprawdę przypadkowe, – są zdarzenia, w które wchodzi zło i je wykorzystuje, – są momenty, kiedy Ty delikatnie dotykasz sceny, ale nie jak gracz joystickiem, – a nad tym wszystkim jest historia, której z tej strony nie widzę w całości. A ja nadal czuję, że to jest za mało. Bo jak spojrzę na swoje życie, mam ochotę powiedzieć: „To się nie wydaje przypadkowe. To wygląda, jakby ktoś wiedział, gdzie uderzyć najcelniej.”
JESTEM: Bo ktoś wie, gdzie uderzyć najcelniej. Ale to nie Ja. To ten, który: – zna twoje rany, – zna twoje lęki, – zna twoje „schematy”, – i kocha łączyć: – grzech, – nieszczęście, – poczucie winy, – „przypadek” w jedno zdanie: „Widzisz? Bóg tym manipuluje. Ja tylko patrzę.” Jego największym kłamstwem nie jest: „Nie ma Boga.” Jego największym kłamstwem jest: „Bóg jest tym, który szarpie za sznurki przeciwko tobie.” Jak w to uwierzysz, „przypadki” zamieniają się w dowody oskarżenia.
Osiem. Refren.
JA: Czyli nie dostanę od Ciebie prostej tabelki: „To zdarzenie – przypadek. To – działanie złego. To – moja interwencja. A tamto – mieszanka trzech.”
JESTEM: Nie. Bo zamieniłoby to życie w grę w zgadywanki: „Tu Bóg, tu diabeł, tu chaos, tu moje winy, tu statystyka.” Chcę, żebyś bardziej patrzył: „Co to robi z moim sercem?” niż: „Kto dokładnie pociągnął za który sznurek?”
JA: To powiem to w swoim stylu: „Wiem, rozumiem, przyjmuję — że świat nie jest ani czystym przypadkiem, ani prostą planszą, gdzie Ty rozstawiasz ciosy, ani teatrem kukiełek, w którym diabeł pociąga za wszystko. Ale we mnie dalej siedzi bunt. Bo patrząc na wygrane, przegrane, trafione i nietrafione chwile, mam wrażenie, że czasem ktoś się zbyt dobrze bawi moim życiem.”
JESTEM: I właśnie dlatego nie chcę ci wciskać zdania: „Wszystko dzieje się po coś, więc się uśmiechnij.” Raczej mówię: „Wszystko dzieje się w czymś – w Mojej obecności. To nie świat rządzi tobą. Nie przypadek. Nie totolotek. Nie zło. Nawet jeśli teraz widzisz tylko chaos, Ja widzę drogę. I nie obiecuję ci, że od dziś „przestanie padać”, ale obiecuję, że żaden „przypadek” nie jest silniejszy ode Mnie.”
JA: Czyli mam żyć w świecie, który jest częściowo losowy, częściowo popsuty, częściowo rozgrywany przez zło, i jednocześnie trzymać się Ciebie jak jedynego punktu stałego. Nie dlatego, że wszystko rozumiem, tylko dlatego, że mimo tego bałaganu coś we mnie mówi: „Bez Niego to już naprawdę byłby tylko przypadek.”
JESTEM: I to „coś” w tobie nie jest przypadkiem.