← Wróć do strony tomuCzytelnia · Tekst + audio
Okładka — NIE ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ, BOŻE

Tom II · Czytaj i słuchaj

NIE ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ, BOŻE

Fragment 1 z 5

WSTĘP

Zapowiedź książki — kim są JA, JESTEM i OSKARŻYCIEL

Czytaj i słuchaj jednocześnie

Odtwarzacz pozostaje pod ręką podczas przewijania

Fragment do spokojnego czytania

Możesz czytać sam tekst albo uruchomić nagranie i przewijać stronę we własnym tempie.

NIE ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ, BOŻE. Tom II. Dialog duszy o bólu, sprawiedliwości i wierze, która nie ucieka. Paweł P.

WSTĘP. Ta książka jest zbudowana jak rozmowa, która ciągnie się latami.

Nie ma tu „ładnych” modlitw, nie ma gotowych formułek. Jest:

JA – głos człowieka, który zadaje Bogu pytania czasem ostro, czasem rozpaczliwie, bez cenzury.

JESTEM – literacki głos odpowiedzi wiary: nie prywatne objawienie, lecz próba usłyszenia Boga w świetle Ewangelii, sumienia i modlitwy.

OSKARŻYCIEL – głos zła, cynizmu, rozpaczy, który miesza się z naszym myśleniem, podszywa pod rozsądek, pod logikę, a tak naprawdę próbuje tylko jednego: skłócić człowieka z Bogiem.

W kolejnych rozdziałach dotykamy:

Potopu, który – patrząc po ludzku – „niczego nie naprawił” i stawia pytanie: czy zabijanie ludzi kiedykolwiek usuwa zło?

Nieszczęścia z opóźnionym zapłonem, które zawsze wyskakuje „akurat po grzechu” i wygląda jak precyzyjnie wycelowana kara.

Skandalu miłosierdzia: morderca, który „szczerze żałuje”, ofiara, która „nie umie przebaczyć” – i pytanie, czy naprawdę stają przed Bogiem na równych zasadach.

To nie jest systematyczna teologia – to jest wiara w trybie rozmowy, ze wszystkimi „ale”, „nie rozumiem”, „nie zgadzam się”.

W tle przewija się jedno zdanie, które wraca jak refren:

Wiem, rozumiem, przyjmuję — i głęboko się z tym nie zgadzam.

To zdanie nie jest odrzuceniem Boga. To jest miejsce, w którym zaczyna się poważny dialog.

Fragment 2 z 5

ROZDZIAŁ 1: POTOP, KTÓRY NICZEGO NIE NAPRAWIŁ

Część I: Bunt wobec świata — czy zabijanie ludzi kiedykolwiek usuwa zło?

Czytaj i słuchaj jednocześnie

Odtwarzacz pozostaje pod ręką podczas przewijania

Fragment do spokojnego czytania

Możesz czytać sam tekst albo uruchomić nagranie i przewijać stronę we własnym tempie.

CZĘŚĆ I. BUNT WOBEC ŚWIATA. Potop, nieszczęście, zło i przypadek.

ROZDZIAŁ 1. POTOP, KTÓRY NICZEGO NIE NAPRAWIŁ.

JA: Wiesz, co mnie najbardziej gryzie w historii potopu? To, że po wszystkim zło nadal istnieje. Ludzie dalej zabijają, krzywdzą, wykorzystują i ranią. Jeśli potop miał „wyczyścić planszę”, to nie naprawił serca człowieka. I właśnie z tym się nie zgadzam. Nie umiem patrzeć na tę opowieść jak na prostą lekcję: „Bóg ukarał złych i zrobiło się lepiej”. Bo nie zrobiło się lepiej. Zło osobowe, pokusa, pycha i przemoc nie zniknęły wraz z wodą. A ofiary nie były makietą. Jeśli mam być uczciwy, muszę powiedzieć: ta historia mnie boli.

JESTEM: Nie wymagam od ciebie oklasków. Wymagam prawdy, a właśnie ją przynosisz. Potop nie jest instrukcją, jak Bóg mechanicznie rozwiązuje problem zła. Jest krzykiem o tym, jak strasznie daleko może dojść człowiek, kiedy świat zostaje wydany przemocy, a serce nie chce już słuchać dobra. Nie jest też odpowiedzią ostateczną. Gdyby potop był odpowiedzią, Krzyż byłby niepotrzebny. Potop pokazuje, że samo usunięcie ludzi nie oczyszcza korzenia zła. Krzyż pokazuje, że Bóg nie zbawia świata przez zalanie go wodą, ale przez wejście pod ciężar tego, co człowiek zniszczył.

JA: Ale ludzie naprawdę giną. W opowieści biblijnej i w naszych prywatnych potopach: w chorobie, wojnie, rozpadzie rodziny, wypadku, depresji. Człowiek stoi po szyję w wodzie i nie potrzebuje wtedy wykładu. Potrzebuje wiedzieć, czy Bóg jest przeciwko niemu, czy z nim.

OSKARŻYCIEL: Widzisz? To jest właśnie ten punkt. Ludzie cierpią, Bóg dopuszcza, a potem ktoś ma jeszcze powiedzieć, że On jest dobry. Wystarczy pokazać człowiekowi wodę pod brodą i szepnąć: „To On ci to zrobił”. Reszta sama się zawali.

JESTEM: Oskarżyciel zawsze używa cierpienia jako dowodu przeciwko Mnie. Ja nie używam cierpienia jako argumentu. Ja wchodzę w nie. Widzę każdą twarz, każdy lęk, każdy ostatni oddech. Nie traktuję ofiar jak liczb i nie proszę cię, żebyś nazwał ból dobrem. Krzyż jest odpowiedzią inną niż potop. Tam nie mówię: „usunę was, żeby zło zniknęło”. Mówię: „wejdę w waszą przemoc, niesprawiedliwość i śmierć, żeby zło nie miało ostatniego słowa”. To nie usuwa wszystkich pytań, ale pokazuje, po której stronie stoję.

JA: Czyli mam prawo powiedzieć: „potop niczego nie naprawił” — i nie jest to bluźnierstwo?

JESTEM: Masz prawo powiedzieć więcej: „Panie, nie rozumiem świata, w którym potopy są możliwe”. To może być modlitwa, jeśli mówisz to do Mnie, a nie używasz tego przeciw Mnie, żeby zamknąć rozmowę. Nie chcę, żebyś lekko mówił o potopie. Nie chcę, żebyś udawał, że woda nie boli. Chcę tylko, żebyś w tej wodzie nie pomylił Mnie z tym, który cieszy się z zatonięcia człowieka.

JA: Wiem, rozumiem, przyjmuję — i głęboko się z tym nie zgadzam. Nie zgadzam się na świat, w którym potop jest w ogóle możliwy. Ale mówię to Tobie, nie za Twoimi plecami.

JESTEM: I dlatego ta rozmowa jeszcze żyje. Nie dlatego, że wszystko wyjaśniłeś, ale dlatego, że nie uciekłeś. Potop nie jest końcem odpowiedzi. Odpowiedzią jest Chrystus, który wszedł tam, gdzie człowiek już nie miał jak oddychać.

Krótka cisza po potopie

Ten rozdział nie zamyka potopu w łatwym wyjaśnieniu. Ma ocalić jedno: możliwość powiedzenia Bogu prawdy bez ucieczki od Niego.

Jeśli człowiek jeszcze mówi do Boga, nawet z gniewem, relacja nie umarła.

Fragment 3 z 5

ROZDZIAŁ 2: NIESZCZĘŚCIE Z OPÓŹNIONYM ZAPŁONEM

Dlaczego nieszczęście przychodzi zawsze „akurat po grzechu”?

Czytaj i słuchaj jednocześnie

Odtwarzacz pozostaje pod ręką podczas przewijania

Fragment do spokojnego czytania

Możesz czytać sam tekst albo uruchomić nagranie i przewijać stronę we własnym tempie.

ROZDZIAŁ DRUGI

NIESZCZĘŚCIE Z OPÓŹNIONYM ZAPŁONEM

JA: Powiedzmy to po imieniu. Znam taki schemat: coś dawno zaniedbałem, coś leżało w tle, coś wisiało nade mną. Mijają tygodnie albo miesiące. Nic. A potem przychodzi grzech — świadomy, głupi, bolesny — i dokładnie wtedy spada cios. Nie tydzień wcześniej. Nie miesiąc później. Wtedy, gdy jestem duchowo najniżej. I mam wrażenie, jakby ktoś mówił: „Teraz. Teraz go złamiemy”. Nie wiem już, czy to Ty, czy ten drugi.

JESTEM: Nie będę ci mówił: „przesadzasz”. Tak właśnie to przeżywasz: grzech, wstyd i zaraz potem nieszczęście. W twoim sercu układa się z tego jedno zdanie: „Bóg mnie uderzył”. Trzeba to rozebrać spokojnie, bo w tej scenie miesza się kilka warstw. Pierwsza warstwa to świat. Zaniedbane sprawy wracają. Decyzje mają skutki. Ciało, relacje, praca, pieniądze, obowiązki — wszystko to ma swoją pamięć. Nie każda konsekwencja jest gromem z nieba. Czasem rzeczywistość po prostu domyka to, co długo pękało. Druga warstwa to twoje serce po grzechu. Jest miękkie, rozchwiane, pełne wstydu. Ten sam cios, który w innym dniu nazwałbyś „trudną konsekwencją”, po upadku odczytujesz jako karę. Nie kłamiesz. Opisujesz swoje doświadczenie. Ale doświadczenie bólu nie zawsze jest pełnym opisem Boga.

OSKARŻYCIEL: A trzecia warstwa to ja. Nie zawsze muszę ruszać świat. Czasem wystarczy, że stanę obok i dopiszę komentarz: „Widzisz? Bóg czekał. Bóg miał grom w szafce. Bóg tylko udaje miłosierdzie”. Jeśli w to uwierzysz, nie złamie cię samo nieszczęście. Złamie cię obraz Boga, który stanie przeciwko tobie.

JA: I właśnie to mnie paraliżuje. Nie wiem, gdzie kończy się skutek, gdzie zaczyna przypadek, gdzie działa zło, a gdzie Ty naprawdę dopuszczasz coś, czego nie rozumiem. Wszystko się skleja: wina, cios, wstyd i myśl, że Bóg czekał na mój upadek.

JESTEM: Dlatego musisz odróżnić Mnie od komentarza oskarżyciela. Ja nie jestem Bogiem, który stoi z piorunem i czeka, aż zgrzeszysz. Jestem Tym, który nie znika, kiedy zgrzeszyłeś, kiedy wracają konsekwencje i kiedy w głowie słyszysz: „jesteś skończony”. Nie obiecuję ci świata sterylnego od opóźnionych zapłonów. Obiecuję, że żaden z nich nie jest dowodem, iż przestałem być Ojcem. Czasem cios pokaże skutek. Czasem odsłoni ranę. Czasem oskarżyciel spróbuje użyć go przeciwko Mnie. Ale w żadnym z tych miejsc nie jesteś zostawiony jako ktoś, na kim Bóg się wyżywa.

JA: Czyli nie dostaję odpowiedzi: „od teraz to się już nie zgra”. Dostaję tylko: „nie jesteś sam, kiedy wszystko wygląda, jakby było wymierzone co do sekundy”.

JESTEM: Tak. I jeszcze jedno: największym celem oskarżyciela nie jest sam twój upadek. Upadasz i wstajesz od dawna. Jego celem jest to, żebyś po upadku przestał wracać. Żebyś powiedział: „Bóg i tak jest przeciwko mnie, więc koniec rozmowy”. A ty nadal mówisz. Z żalem, buntem, niezgodą, ale do Mnie. To znaczy, że grom nie osiągnął pełnego skutku. Pełny skutek brzmiałby: „zamykam serce”. Ty mówisz: „nie będę ściemniał, ale nie kończę rozmowy”.

JA: Wiem, rozumiem, przyjmuję — i nadal głęboko się z tym nie zgadzam. Nie zgadzam się na świat, w którym grzech i nieszczęście tak często tańczą razem. Ale wolę się z Tobą kłócić, niż przyjąć narrację, że jesteś moim oprawcą.

JESTEM: I właśnie tu zaczyna się dorosła wiara. Nie w świecie bez gromów, ale w Bogu, który nie jest gromem wymierzonym w człowieka. W Bogu, do którego można wrócić nawet wtedy, gdy wszystko w środku krzyczy: „nie wracaj”.

Fragment 4 z 5

ROZDZIAŁ 3: MORDERCA W NIEBIE, OFIARA W PIEKLE?

Skandal miłosierdzia — czy grzesznik i ofiara stają przed Bogiem na równych zasadach?

Czytaj i słuchaj jednocześnie

Odtwarzacz pozostaje pod ręką podczas przewijania

Fragment do spokojnego czytania

Możesz czytać sam tekst albo uruchomić nagranie i przewijać stronę we własnym tempie.

ROZDZIAŁ TRZECI. MORDERCA W NIEBIE, OFIARA W PIEKLE?

JA: To teraz wróćmy do czegoś, co mnie naprawdę pali od środka. Mówi się tak: „Jak morderca przed śmiercią szczerze żałuje, Bóg mu przebacza. A jak ofiara całe życie nosi w sobie nienawiść i nie przebaczy, to sama zamyka się na miłosierdzie i może być potępiona.” I teraz ja: – patrzę na to, – dokładam do tego zdanie: „Dla Boga każdy grzech jest taki sam”, – i we mnie się wszystko gotuje. Bo w moich oczach: – morderstwo to nie jest to samo co kłamstwo, – gwałt to nie jest to samo co zdrada, – a nienawistny oprawca nie może stać w jednym rzędzie z ofiarą, która po prostu nie umie przebaczyć. I mówię wprost: „Jeśli to tak działa, to ja się z tym głęboko nie zgadzam.”

JESTEM: I dobrze, że się nie zgadzasz z taką wersją. Bo ta wersja, którą opisałeś, jest karykaturą mojego miłosierdzia i karykaturą sprawiedliwości. Spróbujmy ją rozebrać na części.

1. „Dla Boga każdy grzech jest taki sam” – naprawdę?

JA: Zacznijmy od tego zdania, bo ono mnie doprowadza do szału. Jak słyszę: „Każdy grzech jest taki sam, Bóg nie różnicuje, morderstwo = kłamstwo”, to mam ochotę powiedzieć: „To się przejdź po szpitalach, po więzieniach, po rodzinach po gwałcie, i powiedz im to w oczy.”

JESTEM: Powiem bardzo jasno: Nie wszystkie grzechy są takie same. Każdy grzech jest raną miłości – czyli rani relację między tobą a Mną. Ale nie każdy grzech niesie taki sam: – ciężar, – rozmiar krzywdy, – skutki dla innych, – odpowiedzialność. Morderstwo nie jest tym samym co kłamstwo. Gwałt nie jest tym samym co zły humor. Lata przemocy nie są tym samym co jedna zdrada. Ty to widzisz. Myślisz: „Przecież to oczywiste.” Czy naprawdę podejrzewasz Mnie, że Ja tego nie widzę?

JA: No dobrze, ale skąd się bierze tekst: „Jeden grzech wystarczy, żebyś był potępiony tak samo jak największy zbrodniarz”?

2. „Jeden grzech wystarczy” – co to naprawdę znaczy?

JESTEM: Tutaj ktoś wziął jedną prawdę i zrobił z niej całe kazanie. Prawda brzmi: Nie jesteś w stanie sam „zasłużyć” na niebo. Nie zbudujesz ze swojego życia tak czystej historii, żeby móc powiedzieć: „nie potrzebuję miłosierdzia”. To znaczy: – że każdy człowiek potrzebuje łaski, – że nawet „mały” grzech pokazuje twoją kruchość, – że nikt nie może stanąć przede Mną i powiedzieć: „Jestem bez skazy, wszystko mam w porządku.” Ale z tego nie wynika, że: „W moich oczach morderstwo i lekkie kłamstwo to dokładnie to samo.” Ja widzę całą prawdę: – co zrobiłeś, – jak świadomie, – z jaką intencją, – jak bardzo zraniłeś innych, – jak bardzo zraniłeś siebie. Miłosierdzie nie polega na amnezji.

3. Morderca – jedno „przepraszam” i po sprawie?

JA: No to przejdźmy do tego mordercy. Bo wersja, która mnie rozwala, brzmi: „Zabijał, gwałcił, torturował, ale na końcu życia szczerze żałował i poszedł do nieba.” Brzmi to jak: „Całe życie był potworem, ale w ostatniej sekundzie powiedział ‘sorry’ i wszystko elegancko odkręcone.” I wtedy mam ochotę powiedzieć: „To jest jakiś kosmiczny żart.”

JESTEM: Bo to jest bajka dla dzieci, nie prawda o miłosierdziu. Prawdziwe „szczere żałowanie” to nie jest: „No dobra, przepraszam, bo się boję piekła.” To jest zderzenie z pełnym światłem prawdy. Wyobraź to sobie: – widzisz twarze wszystkich swoich ofiar, – czujesz ich lęk, ból, rozpacz, – widzisz wszystkie konsekwencje, które poszły dalej jak fala – w ich dzieciach, wnukach, bliskich, – widzisz, jak zniszczyłeś swoje własne serce. Jeśli w tym miejscu taki człowiek powie: „Boże, ratuj. Nie chcę już tego. Nie chcę siebie takiego.” to jego „przepraszam” nie jest lekkim słówkiem. To jest ogień, który go pali od środka. Miłosierdzie nie mówi: „Dobra, nie przesadzajmy, różnie bywa.” Miłosierdzie mówi: „Widzę wszystko. Nic nie jest ukryte. I nie zostawiam cię samego z tym, co widzisz.” Ale on przechodzi przez prawdę. Do samego dna. To nie jest „łatwy reset”.

4. A ofiara, która nie umie przebaczyć?

JA: A teraz druga strona. Masz ofiarę, która: – została zmiażdżona, – nosi traumę, – ma w sobie furię i lęk, – nie potrafi nawet pomyśleć o przebaczeniu, bo samo wspomnienie wywołuje ból fizyczny. I słyszy: „Jak nie przebaczysz, to Bóg ci nie przebaczy.” I ja wtedy mam ochotę krzyknąć: „To jest jakiś religijny terror!”

JESTEM: Tak, w takiej wersji to jest terror. Ja nie mówię: „Jak nie będziesz miała miłych uczuć do swojego oprawcy, to sama będziesz potępiona.” Ja widzę: – jak wielka jest rana, – jak pracuje twoje ciało, nerwy, psychika, – jak trauma wraca w snach, – jak lęk zjada resztki spokoju, – jak trudno jest ci zaufać komukolwiek. Nie mówię ofierze: „Masz ładnie przebaczyć, bo inaczej sama sobie winna.” Mówię raczej: „Nie chcę, żebyś do końca życia była przykuta do tego, co on ci zrobił. Twoja nienawiść jest zrozumiała. Ale pragnę dla ciebie czegoś więcej niż życia w klatce po jego czynie.” „Nieprzebaczenie” też ma różne twarze: – jest upór: „Nie przebaczę, bo lubię mieć nad nim władzę,” – jest krzyk: „Nie umiem przebaczyć, bo mnie to przerasta.” Ja widzę różnicę między jednym a drugim.

5. Czy ofiara może być potępiona za to, że nie umiała przebaczyć?

JA: Powiedzmy to wprost. Czy jest możliwe, że ofiara gwałtu, przemocy, po śmierci staje przed Tobą, a Ty mówisz: „Przykro mi, nie przebaczyłaś w sercu, więc sama zamknęłaś się na miłosierdzie.”? Bo jeśli tak, to naprawdę nie wiem, co ja robię w takiej religii.

JESTEM: Powiem bardzo jasno: Nie jestem urzędnikiem, który odhacza rubryczki. Ja nie sądzę ludzi według haseł z kazań, tylko według: – całej prawdy o ich sercu, – całej historii, – całej rany. Kiedy mówisz: „Ona nie przebaczyła”, ty widzisz tylko jedno słowo. Ja widzę: – co z nią zrobiono, – ile razy słyszała głupie zdania o „łatwym przebaczeniu”, – jak płakała w nocy, – jak się trzymała przy życiu, mimo że miała ochotę się poddać. Czy może być tak, że ktoś świadomie, twardo odrzuca moje miłosierdzie dla innych i dla siebie? Tak. Ale to nie jest bezradna ofiara, która przez całe życie nie umiała poczuć „ciepłych emocji przebaczenia”. Ja widzę różnicę między: – sercem, które krzyczy: „Boże, nie umiem, pomóż mi, to jest ponad moje siły”, a sercem, które mówi: „Nie potrzebuję Twojej łaski. Mam swoją sprawiedliwość. Wybaczanie jest dla frajerów.” Tego nie można wrzucić do jednego worka.

6. Sprawiedliwość i miłosierdzie – jak to się spotyka?

JA: Czyli chcesz powiedzieć, że Ty ogarniesz te wszystkie niuanse na sądzie. Tyle że ja tu, na ziemi, widzę coś innego: – oprawca żyje spokojnie, – ofiara się rozsypuje, – ludzie mówią jej, że „musi przebaczyć”, – on nawet nie poczuje tego, co zrobił. Ty mi mówisz o świetle prawdy po śmierci, a ja patrzę na realne życie i nadal widzę niesprawiedliwość.

JESTEM: Bo pełna sprawiedliwość nie dzieje się w kadrze „tu i teraz”. Tu widzisz: – fragment, – wycinek, – skróconą wersję historii. To nie znaczy: „Na razie niesprawiedliwość, kiedyś tam się wyrówna, więc siedź cicho.” To znaczy: „Nigdy nie zobaczysz całej prawdy tylko po tej stronie.” Sprawiedliwość bez miłosierdzia byłaby czystym ogniem, który nikogo nie leczy – tylko niszczy. Miłosierdzie bez sprawiedliwości byłoby tanią łaską, która mówi ofierze: „Twoje cierpienie się nie liczy, bylebyśmy wszyscy się przytulili na końcu.” Ja nie wybieram ani jednego, ani drugiego „osobno”.

7. Na czym tak naprawdę polega twój bunt?

JESTEM: Powiem ci, co słyszę pod twoim buntem. Nie słyszę: „Bóg jest zły.” Słyszę: „Boże, nie zgadzam się na to, żeby ktoś zrobił piekło drugiemu człowiekowi na ziemi, a potem jednym słowem zostało to wszystko załatane.” Słyszę: „Nie zgadzam się, żebyś mówił ofierze: ‘nie przebaczyłaś, więc sama jesteś sobie winna’.” Słyszę: „Nie zgadzam się na Boga, który nie widzi skali różnicy między morderstwem a kłamstwem.” I powiem ci tak: Ja też się na to nie zgadzam.

JA: To co mam z tym wszystkim zrobić? Bo na razie to wygląda tak: – mówisz, że widzisz różnicę między grzechami, – mówisz, że ofiara nie jest traktowana jak oprawca, – mówisz, że miłosierdzie nie jest gumką „wszystko jedno”. Ale ja nadal widzę świat, w którym: – ta różnica nie jest wyraźna, – prawa ofiar są słabe, – oprawcy często chodzą po ziemi z podniesioną głową. I wszystko we mnie krzyczy: „To jest źle ustawione!”

JESTEM: Masz prawo tak krzyczeć. To, co możesz zrobić, to dokładnie to, co robisz teraz: – nie zgadzać się na karykaturę Boga, – nie zgadzać się na tanią teologię, – nie zgadzać się na mówienie ofiarom: „jak nie przebaczysz, to Bóg cię odrzuci”, i jednocześnie nie uciekać w wersję: „W takim razie Bóg jest zły, a ja sam będę wymierzał sprawiedliwość.” Możesz żyć w napięciu: „Wiem, że Ty widzisz więcej, ale nie widzę jeszcze, jak to wszystko będzie naprostowane.” To nie jest brak wiary. To jest uczciwa wiara, która nie udaje, że wszystko już gra.

JA: To powiem ci to jeszcze raz, bo to się powtarza jak refren: „Wiem, rozumiem, przyjmuję — że widzisz różnicę, że miłosierdzie nie jest tanie, że ofiar nie wrzucasz do jednego worka z oprawcami. Ale we mnie wciąż siedzi bunt. Bunt człowieka, który za długo patrzył na realne zło i nie umie się zgodzić na żadne łatwe rozwiązania.”

JESTEM: I właśnie z takim buntem chcę z tobą być. Nie z uśmiechem: „Panie Boże, wszystko jest super, świetnie to wymyśliłeś.” Tylko z modlitwą: „Panie, wiem, że jesteś, wiem, że nie jesteś ślepy, wiem, że nie jesteś głupi – i właśnie dlatego mam do Ciebie pretensje na poziomie dorosłego, a nie dziecka z obrazka.” Takie serce jest Mi bliższe niż to, które mówi: „Grzech to grzech, wszyscy jesteśmy tacy sami, nie ma o czym gadać.” Bo ty przynajmniej stajesz po stronie ofiar i mówisz: „Jeśli Bóg tego nie widzi, to coś jest nie tak.” A Ja ci odpowiadam: „Widzę. Bardziej niż ty. I prędzej czy później zobaczysz, co z tym zrobię.”

Fragment 5 z 5

ROZDZIAŁ 4: PRZYPADEK, TOTOLOTEK I KTO TYM KRĘCI?

Szczęście, pech, wypadek — kto naprawdę rządzi światem?

Czytaj i słuchaj jednocześnie

Odtwarzacz pozostaje pod ręką podczas przewijania

Fragment do spokojnego czytania

Możesz czytać sam tekst albo uruchomić nagranie i przewijać stronę we własnym tempie.

ROZDZIAŁ CZWARTY. PRZYPADEK, TOTOLOTEK I KTO TYM KRĘCI?

JA: Ludzie mówią: „Światem rządzi przypadek.” Ja się na to patrzę i mam ochotę odpowiedzieć: „Serio? To wszystko jest tylko losowe?” Bo widzę takie rzeczy: – ktoś skreśla liczby w totolotku – wygrywa fortunę, – inny puszcza „na chybił trafił” – też wygrywa, – ktoś spóźni się pięć minut i uniknie wypadku, – ktoś inny wyjdzie z domu dwie minuty wcześniej i wpada pod samochód. I wtedy w środku mam coś takiego: „To nie są przypadki. Kto tym manipuluje?” Bo jak grzech – to od razu mam skojarzenie: „nieszczęście z opóźnionym zapłonem”. Jak wygrana – to mam wrażenie, że ktoś kieruje ręką przy skreślaniu liczb. I powiem wprost: „Nie wierzę w ślepy chaos. Ale też nie bardzo jeszcze kupuję Twoje wyjaśnienia.”

JESTEM: Czyli mówisz tak: „Ani czysty przypadek, ani prosta ‘wola Boża za każdym zakrętem’ mnie nie satysfakcjonują.” I masz rację. Obie wersje są za płaskie.

JA: No właśnie. Bo jak słyszę: „To tylko statystyka, komuś musiało się poszczęścić, komuś musiało się przytrafić nieszczęście”, to mam wrażenie, że ktoś mi: – wyciera oczy kalkulatorem, – niby racjonalnie, – ale od środka to nie rezonuje. A z kolei, jak słyszę wersję: „Bóg kieruje każdym losem, Bóg dał jemu wygraną, Bóg dopuścił, że tamten wpadł pod auto”, to mam od razu: „Serio? To Ty rozdzielasz totolotka, a dziecko z rakiem zostawiasz w szpitalu? Coś tu się nie spina.” Więc pytam: „Jak to jest naprawdę? Szczęście, pech, totolotek, wypadek – kto tym kręci?”

Jeden. „Przypadek” – słowo-wytrych.

JESTEM: Ludzie używają słowa „przypadek” trochę jak: – gumki „wymaż wszystko”, – albo korka: „tu kończy mi się rozum, więc zakręcam.” „Przypadek” bywa: – czasem nazwą na coś, czego nie ogarniam, – czasem wymówką: „nie muszę o tym myśleć głębiej”. Ty mówisz: „To nie są przypadki.” I masz na myśli: „Czuję, że ktoś albo coś to spina.” To też może być prawdziwy niepokój. Bo intuicja ci mówi: „Za tym wszystkim jest jakaś inteligencja.” Ale teraz uwaga: to nie znaczy od razu, że każda sytuacja to „specjalna interwencja z góry czy z dołu”. Świat nie jest: – ani kulką, którą bez przerwy popycham palcem – ani bilą, w którą diabeł wali kijem przy każdym grzechu.

Dwa. Totolotek, Kevin Hart i ateista.

JA: Przypomniała mi się ta scena z serialu. On mówi: „Jeśli jesteś ateistą i nie wierzysz w niebo, piekło, życie po śmierci, to czemu nie gwałcisz i nie mordujesz ile wlezie?” A tamten odpowiada: „Robię to. Gwałcę i morduję ile chcę – czyli wcale.” I dalej pada to porównanie: „Jak oglądasz film z Kevinem Hartem i ktoś ci przypomni, że on się skończy, to mówisz: ‘to bez sensu, wyłączam?’” Nie. Właśnie dlatego, że się skończy, chcesz obejrzeć uważniej. I tam jest takie zdanie, które we mnie siedzi: „Życie jest cenne, bo nie można go znów obejrzeć.” I teraz ja, wierzący, patrzę na to z dwóch stron: Ten ateista ma tu mądrą intuicję – skończoność nadaje wagę chwilom. A jednocześnie ja wiem, że nie ma tylko „tu i teraz”, jest też „potem”. I teraz łączę to z totolotkiem, wypadkami, „przypadkami” i mam bałagan: „Czy każdy dobry albo zły ‘zbieg okoliczności’ to jest specjalny ruch Boga albo diabła? Czy raczej świat ma swoje prawa, a Ty jesteś ‘ponad tym’, ale czasem dotykasz historii mocniej?”

JESTEM: Podoba mi się, że nie uciekasz w skrajności. Są trzy uproszczone wersje: „Przypadek absolutny” – nic nie ma sensu, wszystko jest losowe. „Boski joystick” – każda kostka lodu, która spadła na chodnik, jest dokładnie przeze Mnie zaplanowana co do centymetra. „Diabelska kontrola” – świat wymknął Mi się z rąk, a zło osobowe ustawia wszystkie sceny. Ty nie wierzysz ani w jeden, ani w dwa, ani w trzy. I bardzo dobrze. Rzeczywistość jest bardziej złożona – i przez to bardziej prawdziwa.

Trzy. Kto naprawdę rządzi światem?

JA: Zapytałem kiedyś tak: „Kto rządzi tym światem?” I moja własna odpowiedź brzmiała: „Pytanie retoryczne.” Bo jak patrzę: – na zło, – na „idealne” zgrania nieszczęść, – na to, jak grzech przyciąga ciosy, to mam wrażenie: „Szatan tym steruje. Ty tylko czasem interweniujesz.” A wersja „Panem tego świata jest ktoś inny” dokładnie to podbija.

JESTEM: Jest różnica między: „kto rządzi światem” a „kto ma tu największy wpływ na ludzi, którzy Mnie odrzucają”. Szatan nie jest właścicielem stworzenia. Nie jest „bogiem numer dwa”. On jest uzurpatorem, który: – wykorzystuje kruchość świata, – wykorzystuje ludzkie decyzje, – wykorzystuje przypadkowość zdarzeń, żeby ci wmówić jedno: „To ja tu rządzę. A jeśli jest jakiś Bóg, to najwyżej patrzy z daleka.” Ty widzisz „logikę zła” i myślisz: „On musi sterować wszystkim.” A ja widzę: – szachownicę, – pionki, – ruchy ludzi, – ruchy zła, – i swoje plany, które się w to wplatają. To nie jest prosty układ: jeden Król kontra jeden król.

Cztery. A co z wygraną w totka?

JA: Dobra, konkretnie. Czy Ty „pomagasz” komuś wygrać w totolotka? Bo jak słyszę świadectwa typu: „Pomodliłem się, skreśliłem liczby, wygrałem!” to serio – nie wiem, co mam z tym zrobić. Bo jak Ty siedzisz i rozdzielasz wygrane, to znowu pytam: „A dzieci w hospicjum ominąłeś, bo nie wypełniły kuponu?”

JESTEM: Powiedzmy to bardzo prosto: Nie jestem bogiem hazardu. Świat ma w sobie losowość: – atomy się zderzają, – ludzie losowo stają w kolejkach, – kuleczki wypadają z maszyny. Czy mogę w to wejść? Mogę. Czy to robię jako główny sposób pobłogosławienia człowieka? Nie. To, że komukolwiek się wydaje: „Wygrałem, więc Bóg mnie bardziej kocha,” to już nie jest moja teologia, tylko ludzka projekcja. Czy mogę czasem użyć nawet takiego zdarzenia, żeby kogoś poruszyć, obudzić, dotknąć? Mogę. Ale to nie znaczy, że siedzę nad maszyną losującą i ręcznie przesuwam kulki.

JA: To kto „prowadzi” rękę człowieka, który skreśla liczby i trafia?

JESTEM: Czasem – nikt. Po prostu prawdopodobieństwo. Czasem – jego własne pragnienia i obsesje. Czasem – zło, które mu później mówi: „Widzisz? Tu jest życie. Tu jest sens. Bóg ci nie dał, totolotek ci dał.” A czasem – bardzo rzadko – cokolwiek z tego może stać się szczeliną: „Może jest Ktoś, kto o mnie pamięta,” i wtedy Ja mogę wejść nie w kuleczki, ale w jego serce. Nie wylosowałeś Mnie. To Ja szukam ciebie – nie przez wygraną, tylko pomimo niej.

Pięć. „Przypadek” przy nieszczęściu.

JA: Dobrze, a co z tą drugą stroną? – złe miejsce, – zły czas, – zła decyzja, – wypadek, choroba, katastrofa. Mój mózg mówi: „Statystyka, ryzyko, biologia.” Moje serce mówi: „To nie jest przypadek. To przyszło akurat tak. Jakby ktoś czekał, aż się odsłonię.”

JESTEM: Zobacz, co się dzieje, gdy: – za każdym nieszczęściem widzisz bezpośredni ruch Boga, albo – za każdym nieszczęściem widzisz bezpośredni ruch diabła. W pierwszej wersji Ja jestem: „Tym, który celuje w ludzi nieszczęściem jak snajper.” W drugiej wersji diabeł jest: „tym, który realnie steruje światem, a Ja jestem co najwyżej komentatorem.” W obydwu ty żyjesz w paranoi. Prawda jest bardziej taka: – świat ma swoje prawa, które pozwoliłem mu mieć, – ludzie mają wolną wolę, – zło ma realny wpływ, – a jednak nad tym wszystkim Ja jestem. Nie jako ten, który rozdaje ciosy, tylko jako ten, który z niczym nie zostawia was samych.

JA: Tylko że to brzmi jak: „Nie kontroluję szczegółów, ale jestem obok.” A ja bym chciał usłyszeć: „Nie pozwolę, żeby coś cię spotkało poza tym, co jest idealnie dobrane do ciebie.” Ale życie mówi mi coś innego: – jedni łamią się od drobnych ciosów, – inni dźwigają rzeczy niewyobrażalne, – nie wszystko jest „dobrane”.

JESTEM: Nie dobieram wam cierpienia jak rozmiaru buta. Nie mówię: „Tobie dam raka, tobie depresję, tobie wypadek.” To tak nie działa. To, co robię, dzieje się w tym, co już jest: – w kruchości świata, – w twoich wyborach, – w cudzych decyzjach, – w działaniach zła. Ja nie wymyślam tragedii, żeby cię „rozwinąć duchowo”. Ja wchodzę w tragedię, która jest możliwa w tym świecie, który jest naprawdę kruchy i naprawdę wystawiony na zło.

Sześć. Czy w ogóle jest jeszcze jakiś „sens”?

JA: Tu wraca do mnie ten dialog z serialu. „Jeśli śmierć to koniec, to jaki jest sens życia?” – pyta wierzący. A ateista odpowiada: „Jak oglądasz film, to fakt, że się skończy, nie zabiera sensu. Właśnie dlatego oglądasz uważniej.” I ja, wierzący, stoję między nimi dwoma. Z jednej strony wiem: „Nie jestem wieczny na ziemi. To nadaje wagę każdej chwili.” Z drugiej strony wiem: „To nie jest cały film. Jest jeszcze druga część – po śmierci.” I teraz mieszam to z tym, co widzę: – „przypadkowe” wygrane, – „przypadkowe” tragedie, – twoje milczenie, i mówię: „Gdzie tu sens? Jeśli to nie jest ani ślepy przypadek, ani dokładny plan, to co to jest?”

JESTEM: To jest historia, która w połowie wygląda jak chaos. Wyobraź sobie, że w połowie filmu odłączasz dźwięk, wyłączasz napisy, wyrywasz co drugą scenę. Tak mniej więcej widzisz swoje życie i świat. Z perspektywy „tu i teraz” część scen: – nie ma puenty, – nie ma wyjaśnienia, – nie ma moralika. A jednak: – istniejesz, – kochasz lub pragniesz kochać, – cierpisz, – zadajesz pytania. To nie są efekty uboczne przypadku. To są ślady tego, że zostałeś stworzony do czegoś więcej niż seria losowych zdarzeń.

Siedem. To w końcu – przypadek czy nie?

JA: Czyli jeśli próbuję to zebrać: – są zdarzenia naprawdę przypadkowe, – są zdarzenia, w które wchodzi zło i je wykorzystuje, – są momenty, kiedy Ty delikatnie dotykasz sceny, ale nie jak gracz joystickiem, – a nad tym wszystkim jest historia, której z tej strony nie widzę w całości. A ja nadal czuję, że to jest za mało. Bo jak spojrzę na swoje życie, mam ochotę powiedzieć: „To się nie wydaje przypadkowe. To wygląda, jakby ktoś wiedział, gdzie uderzyć najcelniej.”

JESTEM: Bo ktoś wie, gdzie uderzyć najcelniej. Ale to nie Ja. To ten, który: – zna twoje rany, – zna twoje lęki, – zna twoje „schematy”, – i kocha łączyć: – grzech, – nieszczęście, – poczucie winy, – „przypadek” w jedno zdanie: „Widzisz? Bóg tym manipuluje. Ja tylko patrzę.” Jego największym kłamstwem nie jest: „Nie ma Boga.” Jego największym kłamstwem jest: „Bóg jest tym, który szarpie za sznurki przeciwko tobie.” Jak w to uwierzysz, „przypadki” zamieniają się w dowody oskarżenia.

Osiem. Refren.

JA: Czyli nie dostanę od Ciebie prostej tabelki: „To zdarzenie – przypadek. To – działanie złego. To – moja interwencja. A tamto – mieszanka trzech.”

JESTEM: Nie. Bo zamieniłoby to życie w grę w zgadywanki: „Tu Bóg, tu diabeł, tu chaos, tu moje winy, tu statystyka.” Chcę, żebyś bardziej patrzył: „Co to robi z moim sercem?” niż: „Kto dokładnie pociągnął za który sznurek?”

JA: To powiem to w swoim stylu: „Wiem, rozumiem, przyjmuję — że świat nie jest ani czystym przypadkiem, ani prostą planszą, gdzie Ty rozstawiasz ciosy, ani teatrem kukiełek, w którym diabeł pociąga za wszystko. Ale we mnie dalej siedzi bunt. Bo patrząc na wygrane, przegrane, trafione i nietrafione chwile, mam wrażenie, że czasem ktoś się zbyt dobrze bawi moim życiem.”

JESTEM: I właśnie dlatego nie chcę ci wciskać zdania: „Wszystko dzieje się po coś, więc się uśmiechnij.” Raczej mówię: „Wszystko dzieje się w czymś – w Mojej obecności. To nie świat rządzi tobą. Nie przypadek. Nie totolotek. Nie zło. Nawet jeśli teraz widzisz tylko chaos, Ja widzę drogę. I nie obiecuję ci, że od dziś „przestanie padać”, ale obiecuję, że żaden „przypadek” nie jest silniejszy ode Mnie.”

JA: Czyli mam żyć w świecie, który jest częściowo losowy, częściowo popsuty, częściowo rozgrywany przez zło, i jednocześnie trzymać się Ciebie jak jedynego punktu stałego. Nie dlatego, że wszystko rozumiem, tylko dlatego, że mimo tego bałaganu coś we mnie mówi: „Bez Niego to już naprawdę byłby tylko przypadek.”

JESTEM: I to „coś” w tobie nie jest przypadkiem.